Ostrzegam... jak zacznie się bajzel to od razu lecą ostrzeżenia //m.a.x.x. _________________ [img]http://img138.imageshack.us/img138/7055/126bb.gif[img]
mam takie pytanie do osob ktore byly w tym roku w zvoleniu albo na berg cup czy ma ktos z was moze fotke komory silnikowej czarno czerwonego malucha ludevita interesowalo by mnie glownie zawieszenie silnika _________________ Moc jest bogiem Predkosc nalogiem
Z BMW M3 A my mamy jeszcze lepszy gratisik odnośnie tego wozu i to nawet dwa _________________ [img]http://img138.imageshack.us/img138/7055/126bb.gif[img]
kapsel jezeli dobrze zrozumialem u ludewita silnik 650ccm trzyma poduszka od BMW M3 bo bynjmniej nie chodzilo mi o tego z klekotem na tylnym siedzeniu _________________ Moc jest bogiem Predkosc nalogiem
Podróż na Zvolen rozpoczęła się już u mnie w nocy ze środy na czwartek . Pobudka o 2:00 dojście do siebie (spałem może ze 4 godziny), zapakowanie malca i w drogę. Gdynie opuściłem o godz. 4:00.
Pierwszy postój stacja benzynowa w Gniewie (na koncie jakieś 80 km).
Później z małymi przystankami dotarłem do Łodzi (z małymi wskazówkami by w niej nie zabłądzić). Zameldowałem sie pod lidlem o 12:00. Szybkie przywitanie, sprawdzenie silnika i termostat nie działa - etam jade dalej. Po drodze spotkaliśmy Sebcyca. W Częstochowie bunt maszyny Maxxa - tylko dlaczego musiało sie to stać na ruchliwym skrzyzowaniu i podczas ulewy Kilkaset metrów dalej na stacji bezynowej była walka by odpalić malca. Później juz do końca był zapalany z młotka .
Dzień kończyliśmy w okolicach Żywca w pensjonacie gdzieś w górach (nawet GPS tam wariował). Było wesoło, a nam (Maxx, Cinek i ja) udało się rozpalić grila podczas deszczu i upiec na nim kiełbaski w sam raz pod GŻ. Dopiero rano zobaczyliśmy jak one wyglądały .
Trzeba było wstać i ruszyć do tego Zvolenia. Droga była niesamowita, piękne widoki i długie serpentyny.
Gdy dotarliśmy na camping odrazu zajeliśmy idealne miejsce okupując zadaszony stolik. Następnie pojechaliśmy zarejestrować się za zlot. Później była już tylko wspaniała zabawa we wspaniałym towarzystwie z przewami na krótki sen. Fotki nie oddają tego, trzeba było tam być. Przejazd na lotnisko w kolumnie maluchów, zaparkowanie w jednym miejscu tylu samochodów jednej marki robi niesamowite wrażenie.
Na cappingu i wokól niego tez odbywały się inne konkursy. W sobotę wieczorem rozpoczęła sie wielka impreza na campingu, wręczanie nagród
za samochody oraz loteria. Kulminacją był wystep artystyczny (dla pań i panów) i dyskoteka do rana (na którą już mi sił zbrakło, tym bardzie że mielismy dośc ambitne plany na nastepny dzień).
Niedziela rozpoczęła się o godzinie 8:00 popudką śniadankiem i o 10:00 oposzczaliśmy już Zvolen. Kolejnym przystankiem były ciepłe źródła (miejsce obowiązkowe podczas planowania kolejnej wyprawy na Zvolen). Powrót już był mniej radosny dla mojego potworka w Krakowie odmówiły mi hamulce. Naszczęście efekt był taki jakby były strasznie zapowietrzone. Chwile później padł GPS u Maxxa i wylądowaliśmy na szlaku orlich gniazd w pobliżu Olkusza. Kretymi drogami dotarlismi wkońcu do dwupasmówki na Łódź. Tam o mało co animavillisa nie dorwały miśki za brak świateł (całą drogę jechał na zepsutym altku i wymieniał aku z Cinkiem i mną). W konsekwencji o 3 w nocy dzieki uprzejmości Sebcyca wylądowaliśmy w składzie: Maxx, kapsel i ja u jego w domu. Kimnęlismy sie tam na kilka godzin i ruszylismy w drogę.
W Łodzi po odwiezieniu kapsla pod dom i porzegnaniu sie z Maxxem pozostało mi jeszcze 400 km do domu. Pech ciał że 3 km przed Łęczna znów padły mi hamulce. Felga tak się rozgrzała, że stopiła plastiki na feldze i wypłynął smar oraz płyn hamulcowy . Musiałem zrobić sobie przystanek na piknik i odczekać aż wystygnie. Okazało się, że zatarłem łożysko. Co tu zrobić podjechałem do miasta kupiłem łozysko i do mechanika. Zrobił to szybko, sprawnie i za mała kasę. Zadowolony ruszyłem dalej ale za kilka km cos było znów nie tak. koło prawie w ogóle nie chciało sie krecic i było piekielnie gorące. Wróciłem spowrotem do mechanika. Okazało sie że jedna szczęka nie wracała i cały czas tarła o bęben. Po usunięciu usterki ruszyłem znów w kierunku Gdyni. Po drodze okazało się że felga przez to rozgrzewanie coś się popsuła bo strasznie stukało przy hamowaniu, to została wymieniona na zapas (na szczęście wziąłem dwa ) tak już dojechałem do Gdyni, robiąc małe przystanki dla odpoczynku mnie i malca.
Do domu wpadłem o 2:00 w nocy z poniedziałku na wtorek, wypakowałem samochód, pogadałem z obudzoną rodziną i poszedłem spać bo o 6:00 musiałem już w stać do roboty.
Pomimo, że były niezaplanowane przygody i tak warto było nastukać 1980 km, by znaleźć sie w Zvoleniu, spotkać się z resztą ludzi ceniacych samochód Fiat 126 i oderwać się choć na chwilę od ciągłych obowiązków.
Niech żałują Ci, którzy tam nie byli i nie przeżyli tego co my!!!
pzdr 4all _________________ Terytorium126p Member - TRÓJMIASTO